Miłość to nie tabu: o książkach i związkach

Trudno nie zauważyć, jakiego rozgłosu w mediach i „na mieście” ostatnio nabyła postać Michaliny Wisłockiej wraz z jej kontrowersyjną „Sztuką kochania”. Nie pamiętam wokół której polskiej kobiety w ostatnich czasach było aż tyle pozytywnego hałasu. Z wielu miejsc spoglądają na nas afisze filmowe oraz książki: osobiście ja pierwszy raz zobaczyłam publikację jej autorstwa jeszcze pare miesięcy temu na witrynie osiedlowej księgarni dla uczniów, gdzie 90% asortymentu to podręczniki szkolne (po obejrzeniu filmu wstąpiłam tam po książkę, którą mijałam niejednokrotnie w ciągu kilku miesięcy).

…i dobrze, że się mówi! Dobrze, że Ona zaczęła „o tym” mówić. Włączcie sobie soundtrack z filmu i czytajcie dalej, bo o pani Wisłockiej napiszę jak skończę czytać jej książkę, a dzisiaj chcę powiedzieć o kimś nie mniej ważnym w tej branży, kogo już zdążyłam poznać. Mianowicie chciałam zwrócić Waszą uwagę na wybitnego polskiego seksuologa, o którym obecnie się nie mówi w tak dużych ilościach jak o jego koleżance po fachu, a uważam, że warto – póki jeszcze żyje, pisze książki, dzieli się doświadczeniem i ratuje związki innych. Chodzi tu o najbardziej uznanego polskiego seksuologa, psychiatrę, certyfikowanego psychoterapeutę, a także profesora nauk medycznych o nazwisku Zbigniew Lew-Starowicz.

Przyrównałam te dwie wyjątkowe postacie ze sobą nie przez przypadek. Profesor znał się z Michaliną Wisłocką: „W latach 60 w Warszawie usługi seksuologiczne świadczyła tylko jedna placówka – Towarzystwo Rozwoju Rodziny. Miała tam gabinet Michalina Wisłocka, miałem i ja.” Oboje obrali studiowanie i rozwój dziedziny nauki, o której nikt nie mówił, a każdy wiedział. Sam Lew-Starowicz mówi o swoim wyborze następująco: „Dlaczego wybrałem seksuologię? Bo to był kiedyś temat tabu, skrzętnie omijany, więc tym bardziej mnie pociągał. Skończyłem także psychologię, a tam… o seksie nic, w psychiatrii podobnie. A trudno mi było nie dostrzec wagi seksu, skoro w życiu człowieka jest niemalże codziennością.” Niby codzienność, a jednak prawie zapłacił życiem za swój wybór – dwukrotnie w niego strzelano przy różnych okolicznościach. Cieszę się jednak, że te czasy są już przeszłością, a my teraz mamy tyle możliwości czerpać wiedzę z jego książek, których opublikował naprawdę sporo.

 

Nieco sceptycznie podchodzę do różnego rodzaju poradników o związkach i miłości, właściwie to praktycznie nie czytam takiej literatury, bo jestem wybredna w tym, co mam przyjąć do świadomości. Wystarczy czasem, że przejrzę w księgarni kilka stron z ciekawości, a już wiem, że wolę zjeść pizzę na cienkim cieście niż wydać na tę książkę. Jednakże w przypadku z Lew-Starowiczem poczułam zaufanie do autora z pierwszych stron książki. Jeśli obserwujecie mnie na instagramie, to zapewne już widzieliście, że dotychczas przeczytałam 3 poradniki jego autorstwa i jestem w trakcie czwartej książki. Powinniście wiedzieć, że Zbigniew Lew-Starowicz jest autorem bestsellerowych poradników „O kobiecie”, „O mężczyźnie”, „O miłości”, „O rozkoszy”, „O zazdrości” i „Wszystko da się naprawić”. Obecnie czytam kolejną książkę o nazwie „Rozmówki małżeńskie”.

Moim zdaniem książki o tej tematyce warto czytać każdemu. Bo każdy z nas albo szuka szczęścia, albo chce chronić swoje szczęście, by nie uciekło. Wiadomo, że bycie szczęśliwym nie polega tylko na tym, żeby przebywać z kimś w związku. Aczkolwiek,  żeby być szczęśliwym samym ze sobą, a potem z kimś, dla początku warto się odnaleźć i poznać siebie „od środka”. Te poradniki po prostu pomagają w odnalezieniu się.

Obecnie w Empiku z okazji Walentynek, zarówno w sklepie internetowym jak i stacjonarnym, trwają promocje na całą serię książek Lew-Starowicza. Poniżej macie podlinkowane książki, które osobiście przeczytałam, a także podzielę się ciekawymi fragmentami, na które zwróciłam szczególną uwagę pod czas czytania.

„O kobiecie” 

Każda kobieta powinna tę książkę przeczytać, żeby zrozumieć siebie. A potem podsunąć swojemu partnerowi, żeby dowiedział się, czego ona od niego oczekuje. Profesor Zbigniew Lew Starowicz opowiada, jaka jest dziś polska kobieta. Jak zmieniła się przez ostatnie lata i czego oczekuje w dzisiejszych czasach od mężczyzny. A może w ogóle go nie potrzebuje, bo nadchodzi era silnych, niezależnych kobiet? I w końcu co na to mężczyźni?

Fragmenty książki:

„Minimum raz w tygodniu kobieta do życia potrzebuje też dostać od mężczyzny bodziec – aktywność, którą lubi. Zakupy, kino, kawiarnia, spacer, przyjęcie towarzyskie. Coś do czego będzie się mogła przyszykować, i co sprawi jej frajdę. I najważniejsze: adoruj, bez względu na wiek. Ona potrzebuje wyrazów miłości nawet sześćdziesiąt lat po ślubie… 

A teraz ważna rada dla kobiet: trzeba przynajmniej raz na tydzień wyrazić podziw dla swojego mężczyzny. Choćby wydawało się, że nie ma nic do podziwiania – kobieta powinna coś znaleźć, chociażby drobiazg. Mężczyzna musi raz w tygodniu usłyszeć pochwałę”.

„O mężczyźnie”

Mężczyźni lękają się kobiet. Przede wszystkim obawiają się odrzucenia. Na dodatek uważają, że one się wszędzie pchają i zajmują ich miejsce. Słyszałem w radiu piosenkę ze słowami „Dziewczyny teraz są bardziej samcze”. Wyraźna jest tu właśnie ta obawa. Kobiety są coraz bardziej męskie”.

„Czy pornografia wpłynęła na męskie fantazję? – O tak, w znaczący sposób je zubożyła. Przed erą pornografii świat męskiej wyobraźni był bogatszy. Bez dostępu do pornografii marzenia seksualne musiały zostać wytworzone samodzielnie, bez pomocy z zewnątrz”.

 „Wszystko da się naprawić” 

Wspomniał pan przed chwilą o zdrowych kłótniach. Na czym to polega? – Przede wszystkim powiedzmy wyraźnie: kłótnia jest lepsza od obojętności. Bo wywołuje emocje, daje nadzieje na interakcję. Kłótnia jest dowodem na komunikację z partnerem. A obojętność to przeważnie koniec więzi”.

„Rozwód nie jest żadną metodą rozwiązywania konfliktu. Jest raczej ucieczką od niego. A może warto, tak jak kiedyś cerowało się skarpetki, spróbować zacerować związek? Powiedzieć tej drugiej osobie: „Co ty wygadujesz? Przecież mamy tyle wspólnych wspomnień, możemy to wszystko naprawić”.

 „Rozmówki małżeńskie”

„Bo ty mnie nie rozumiesz!” – ileż razy to takie zdanie padło w rozmowie między kobietą, a mężczyzną. I to zdanie jest prawdziwe. Nie rozumiemy się. Słyszymy często zupełnie coś innego, niż mówi nam partner. Tak jak uczymy się angielskiego czy hiszpańskiego, tak koniecznie powinniśmy się uczyć języka damsko-męskiego. Bo różnice są naprawdę spore, a z nieznajomości tego języka bierze się większość nieporozumień w związkach”

„Gdy kobieta zadaje pytanie czy on ją jeszcze kocha, co Ona pragnie usłyszeć? – Oczywiście to, że On ją kocha. Takie słowa są jak woda, która podlewa kwiaty. Gdy tej wody nie ma, to kwiat więdnie. Ona musi to od czasu do czasu usłyszeć. Inaczej będzie nieszczęśliwa”.

„Jeśli w kawiarni spotyka się grono przyjaciółek, to głównym tematem rozmowy będzie to, że mężczyźni ich nie rozumieją. Zwierzają się sobie: „Mój Janek mnie nie rozumie. Mój Waldek też mnie nie rozumie. Mój Michał też…” I patrzą po sobie, głęboko wzdychają i nagle czują wspólnotę. Tak, znalazły wreszcie kogoś, kto je dobrze rozumie…”

 „O miłości”

„Czasem konflikt może być wyrazem miłości na wyższym poziomie, stanowić sygnał dla zakochanych, że stanęli w obliczu nowych zadań, wyzwań”.

„Ostrzegam przed patrzeniem na miłość przez różowe okulary. Dostrzeganie w niej tylko pozytywnego bieguna stanowi zagrożenie dla niej samej. Rodzi to bowiem nastawienie, że „ma być fajnie”. Każde negatywne przeżycie jest utożsamianie z brakiem lub zanikiem miłości. W psychoanalizie istnieje pojęcie Eros i Thanatos – dwóch biegunów życia psychicznego. Biegun szczęścia i biegun cierpienia towarzyszy każdej miłości, seksualnej, partnerskiej, macierzyńskiej, ojcowskiej”.

***

A w temacie dzisiejszych Walentynek, to moje zdanie jest następujące – miłość trzeba celebrować codziennie i zawsze. Ale jeśli jest to okazja do obdarowywania się nawzajem a także powiedzeniu sobie po raz kolejnych miłych słów, to czemu jej nie wykorzystać?Cieszy mnie, gdy widzę jak po mieście więcej mężczyzn chodzi z różami i innymi bukietami, a ze sklepowych półek prędzej znika wino niż zwykle. Ważne, by potrafić sprawić, aby naszym wybrankom takie dobre nawyki weszły w rutynę 😉