Poznajmy się

Jako że poprzedni wpis na blogu zebrał w jeden dzień ponad 1000 odsłon, co dla mnie było naprawdę zaskakującym, postanowiłam opowiedzieć trochę więcej o swojej dość skromnej osobie, żebyście wiedzieli kim jestem w tym wielkim internetowym oceanie.

Na tym blogu jest jeszcze zakładka „o mnie”, ale nie chciałam zbytnio się tam rozpisywać.

Nazywam się Oksana Konior. Koniorem jestem od niedawna, a moje nazwisko panieńskie jest rosyjskie (ale nawet nie będę się fatygować by go tutaj publikować, bo jak mówią Polacy, a właściwie nie mówią – „jest bardzo skomplikowane”)

Urodziłam się w listopadzie 1992 roku w miasteczku Iwano-Frankiwsk, które znajduje się w zachodniej części Ukrainy i zalicza się do polskich kresów. W wieku 16 lat przeprowadziłam się do Polski w celu rozpoczęcia studiów. Gdy miałam 19 lat, obroniłam tytuł licencjacki na kierunku „Zarządzanie”, a potem w ciągu kolejnych dwóch lat studiowałam na studiach magisterskich ten sam kierunek. Do Polski przyjechałam zupełnie sama, nie miałam tu nikogo z rodziny, ani żadnych znajomych. Do tego jestem blondynką o drobnej posturze i niskim wzroście, więc mój wygląd zewnętrzny aż nijak nie nadrabiał młodego wieku. Gdy przyjechałam, to mówiłam po polsku nieco słabo, ale dzięki motywacji zaliczenia semestru, szybko się nauczyłam. Z tamtego czasu, a w sumie to już prawie 8 lat, mieszkam we Wrocławiu. Jestem więc dość młodą osobą, ale uwarunkowania życiowe bardzo przyśpieszyły mój proces dojrzewania mentalnego.

Mówię płynnie w języku polskim, ukraińskim, rosyjskim, dość dobrze po angielsku, i coś tam umiem z łaciny i francuskiego. Moim ojczystym językiem jest ukraiński, i mimo wszelakich wydarzeń politycznych, stawiających Ukrainę jako kraj czasami w bardzo złym świetle, jestem i zawsze będę dumna ze swojego pochodzenia. Pewnie powiecie dlaczego prowadzę bloga w języku polskim a nie ukraińskim? Otóż dla tego, że posługuję się językiem polskim na codzień, większość moich znajomych, z którymi mam bliższe kontakty są Polakami, a ja osobiście nie potrzebuję ani chwili zastanowienia się, by mówić w tym obcym dla mnie języku. Weźcie jednak poprawkę na ten fakt, gdy zobaczycie na blogu napisane coś niepoprawnie stylistycznie czy gramatycznie 😉

Jeszcze z czasów szkolnych bardzo lubiłam czytać i pisać. Wypracowania w oparciu o przeczytaną literaturę czy na tematy kontemplacyjne były dla mnie samą przyjemnością. Aczkolwiek uznałam, że studia dziennikarskie nie są mi potrzebne, by się realizować w pisaniu, dlatego między innymi powstał ten blog. Mogłabym pisać o tym przecież w postach na facebooku, ale ostatnio zauważyłam, że sporo osób z grona moich znajomych na tym portalu to są ludzie z branży, w której pracuję, a z niektórymi nie chciałabym dzielić więcej poza mailami służbowymi. Postanowiłam więc zadbać o przestrzeń, gdzie mogłabym publikować swoje przemyślenia na różne tematy, a przede wszystkim inspirować innych tym, co inspiruje mnie.

Jason Hunt w swojej książce „Social Media START” opisuje zmienność sytuacji na polskim rynku blogosfery zdaniem „nie umarli oni, lecz umarły ich blogi”. Nie zamierzam więc poruszać na tym blogu jedynie wąsko wyselekcjonowane tematy, które w każdej chwili a) mogą się skończyć b) ze względu na zmieniającą się ludzką osobowość, to właśnie mi może się skończyć wena do pewnych spraw. W związku z tym wybrałam też nazwę, z którą w pewnym sensie się od zawsze się utożsamiam. The Golden Mean, czyli Złoty środek jest poniekąd moim mottem życiowym. W sytuacjach problemowych, pod czas dokonywania jakichkolwiek wyborów, czy nawet w zwykłych relacjach międzyludzkich lepiej nie popadać w skrajność. Zachowanie równowagi życiowej po prostu uszczęśliwia. A dotyczy to każdej ze sfer życia, no chyba że za wyjątkiem high fashion 😉

Sprawność poruszania się po blogu umożliwiają tagi oraz kategorie, według których sortuje każdy z powstałych wpisów. O wiele częściej niż wpisy na blogu będą pojawiać się posty na facebooku czy instagramie, do obserwowania których zapraszam. A żeby nie przegapić pojawienie się nowego wpisu na blogu, możecie też zapisać się na newsletter (zjedźcie na sam dół strony) i dostawać wiadomości o nowym poście na blogu poprzez maila. 

Mam Wam jeszcze dużo ciekawego do powiedzenia. I mam też nadzieję, że zostaniecie tu na dłużej!